Słów kilka o akceptacji siebie

Naszła mnie pewna refleksja, która nie daje mi spokoju i chcę się nią z Tobą podzielić. Rzecz będzie o akceptacji siebie. Jak to z nią jest? Czy z wiekiem łatwiej nam przychodzi akceptacja swoich wad i niedoskonałości?

Od jakiegoś czasu należę do pewnej „babskiej” grupy w Internecie. Dzielimy się w niej swoimi przemyśleniami zarówno na tematy błahe, jak i poważniejsze, doradzamy, motywujemy i wspieramy. Taka internetowa grupa wsparcia dla babek 😊

Ostatnio Administratorka zadała nam pytanie „Na ile procent akceptujemy siebie?”, w skali od 0 do 100%. Jakież było moje zdumienie, gdy na kilkadziesiąt odpowiedzi, duża część była poniżej 50%.

30%, 20%, 0%, a nawet -100% !!!

Pomyślałam sobie „Naprawdę jest z naszym – kobiecym samopoczuciem aż tak źle?”.

Jak strasznie musi czuć się ze sobą dziewczyna, która podaje tak niską liczbę?

Jak to jest u mnie?

Teraz

Napiszę szczerze, że zaczęłam akceptować siebie i swoje niedoskonałości niedawno. Stało się to późno bo dopiero po 30-tce, ale przecież lepiej późno niż wcale.

Te 30-te urodziny były dla mnie totalnie przełomowe. Mówią, że życie zaczyna się po 30-tce i u mnie rzeczywiście tak się stało!

Oczywiście może ta 30-tka to tylko przypadek, bo urodziny zbiegły się z czasem w moim życiu obfitującym w bardzo pozytywne wydarzenia. Byłam zakochana, zaręczyłam się z moim obecnym małżonkiem, planowaliśmy ślub i wesele, podróż poślubną i nasze wspólne życie.

W tym czasie odkryłam też swoją pasję, jaką jest marketing internetowy i Social Media. Mało tego… zapisałam się na studia podyplomowe z E-marketingu, zaczęłam chodzić na różne warsztaty, konferencje, poznawać ludzi z „tego świata”, a ostatecznie założyłam ten blog i dzielę się tu z Tobą moimi przemyśleniami 😁

Dawniej

Jeszcze kilka lat temu wcale nie było u mnie kolorowo… Czasów szkoły nie wspominam najlepiej. Szczerze to NIGDY nie chciałabym wrócić do tamtych lat. Wahająca się raz w jedną, raz w drugą stronę waga, nieodpowiednia fryzura, źle dobrane ubrania, burza hormonalna i huśtawki nastroju, skutkowały u mnie totalną nieakceptacją siebie!

Wiesz dobrze, że dzieciaki i młodzież potrafią być bezlitośni i chyba się domyślasz, że wcale nie pomagali mi w akceptacji moich wad.

Jak zaakceptowałam siebie?

Prawda jest taka, że akceptacja i pokochanie siebie to klucz do szczęśliwego życia. Wiem, zajechało teraz banałem… Ale takie są fakty. Bez tego, przez całe życie będziemy sfrustrowani, nieszczęśliwi i zawsze niezadowoleni z życia, jakie by ono nie było. A nasze złe samopoczucie nie będzie ciężarem tylko dla nas, ale negatywnie odbije się na całej naszej rodzinie.

Zaakceptowanie swoich wad oraz przepracowanie w głowie tego tematu, zajęło mi trochę czasu. Zobacz, w jaki sposób sobie z tym poradziłam i co polecam jak najszybciej uczynić Tobie?

1. Dostrzegłam swoje dobre strony.

Najpierw musiałam uwierzyć, że takie mam! Zarówno w swoim wyglądzie, jak i charakterze.

Wielokrotnie przyglądałam się sobie w lustrze, oglądałam swoje zdjęcia, filmiki, uważnie słuchałam komplementów i pochwał na swój temat, które co jakiś czas padały z ust rodziny, przyjaciół czy zupełnie obcych osób. Po jakimś czasie, gdy wszystkie te informacje zebrałam w całość, okazało się, że nie jest z tym moim wyglądem i charakterem aż tak źle 😉

W końcu dostrzegłam swoje zgrabne nogi, smukłe ramiona, ładne, kręcone włosy i doceniłam swoją większą pupę!

Analiza uświadomiła mi także, że potrafię świetnie zarządzać swoim czasem i jestem dobrze zorganizowana.

Usłyszałam dużo słów, które mnie ucieszyły, m.in., że bardzo dobrze radzę sobie z opieką nad dzieckiem i prowadzeniem domu.

2. Zaakceptowałam swoje niedoskonałości i skupiłam się na eksponowaniu zalet.

Przestałam tracić czas na rozmyślanie nad swoimi niedoskonałościami. Stwierdziłam, że nie ma sensu się zadręczać, że nie wyglądam jak modelka lub nie wspinam się po szczeblach kariery, jak niektóre moje koleżanki. Uświadomiłam sobie w końcu, że ja mam inne atuty. Niektóre z nich, wymagały jedynie wyeksponowania!

Przez wiele długich lat, nie potrafiłam ich dostrzec i wydobyć na światło dzienne. Oddałam się w ręce specjalistów 😉

Wiesz, jak dużo pewności siebie dały mi wizyty u kosmetyczki i fryzjera? Bezcenne było również uczestnictwo w warsztatach organizowanych przez stylistkę Basię Józefiak „Pełny remanent wizerunku”. To Basia otworzyła mi oczy. Pokazała dobre strony mojej sylwetki i pomogła strojami zatuszować jej mankamenty. Wszystkim polecam taką wizytę u profesjonalistki 😊 Basiu, dziękuję ❤

3. Pracuję nad zmianą cech, których nie jestem w stanie zaakceptować.

Ten proces nadal trwa i zapewne będzie trwał całe życie. Nie spoczęłam na laurach i w dalszym ciągu nad sobą pracuję, żebym była jeszcze lepszą wersją siebie 😉

Walczę z moim słomianym zapałem, lenistwem i łatwowiernością.

Nie dążę jednak do ideału bo wiem, że taki nie istnieje.

Kończąc już, chciałam Cię prosić, byś nie czekała z pokochaniem i akceptacją siebie kolejnych lat lub nawet dni. Szkoda na to czasu! Przecież on tak szybko ucieka… Lepiej zrób coś przyjemnego dla siebie, swoich bliskich lub pożytecznego dla świata 😘

16
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
EwaKarolaMagda M blogMonika KilijańskaSylwia z Młoda mama pisze Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Akacja
Gość

Bez akceptacji siebie i polubienia siebie taką, jaką się jest nie da się lubić świata. Teraz to wiem, ale doszłam do tego też około trzydziestki.

Kuradomova
Gość

Pamiętam siebie z młodzieńczych lat i obserwuję moich nastoletnich synów- mam wrażenie, że to graniczy z cudem aby w tym wieku akceptować siebie. Jako dorosła kobieta mogę powiedzieć, że potrzeba tej dojrzałości właśnie aby to osiągnąć, ale też pewnych sprzyjających okoliczności. Jeśli mimo kompleksów udaje nam się coś osiągnąć ( pracę,rodzinę, wykształcenie) , wtedy dochodzi do nas, że nie jest z nami tak źle. Gdy zaś w okół same porażki, wtedy zaczynamy tracić akceptacje samych siebie, upatrując w sobie winę , przyczynę porażek… Praca nad sobą, praca, praca, praca . Pozdrawiam. 🙂

czerwonafilizanka
Gość

Najważniejsze jest poznać siebie to podstawa:)
Pozdrawiam

Sylwia z Młoda mama pisze
Gość

U mnie ta akceptacją się jeszcze waha. Jednego dnia jest, innego przeważają wady.

Magda M blog
Gość

U mnie jest coraz lepiej z wiekiem. I naprawdę im bardziej akceptuję siebie, mimo wszystkich niedoskonałości, tym jestem szczęśliwsza <3

Monika Kilijańska
Gość

Nr 2 jest najważniejsze. Wady ciężko zniwelować, za to można je przytłumić zaletami.

Karola
Gość

Zgadzam się z tym, że kluczem do szczęścia jest akceptacja siebie.

Ewa
Gość

Zazwyczaj akceptuję siebie, choć zdarzają się gorsze dni. Wtedy jednak nie walczę, akceptuję fakt, że w danej chwili moja akceptacja siebie nieco podupadła; po prostu idę dalej. Nie szarpię się z tematem i wtedy negatywne nastawienie samo odpuszcza. 🙂