Dlaczego warto mieszkać „na swoim”?

Uświadomiłam sobie ostatnio, że właśnie minęło pół roku, od kiedy mieszkamy „na swoim”, w swoim własnym mieszkaniu, własnym „M”. Pięknie i dumnie to brzmi… Jakie są według mnie plusy i minusy posiadania mieszkania oraz dlaczego w ostatecznym rozrachunku wychodzi, że warto? O tym przeczytasz w dzisiejszym wpisie.

Kiedy będąc jeszcze studentką, podpytywałam znajomych o ich plany po studiach, większość zgodnie mówiła, że chcieliby kupić mieszkanie lub wybudować dom. To, oprócz znalezienia wymarzonej pracy i założenia rodziny, było dla nich bardzo istotne. Ja również z tym się utożsamiałam i nauczona doświadczeniem wynajmowania pokoju lub mieszkania, ostatecznie zawsze chciałam mieć coś swojego.

Krótkie przypomnienie

O naszych perypetiach związanych z poszukiwaniem i zakupem mieszkania możesz przeczytać w poprzednich wpisach:

„Kupujemy własne „M” – wskazówki krok po kroku – cz. I”,

„Kupujemy własne „M” – wskazówki krok po kroku – cz.II”.

Całe przedsięwzięcie związane ze znalezieniem i zakupem własnego „M” odbywało się w dość trudnym dla nas czasie. Byłam w zaawansowanej ciąży i lada dzień (no może lada kilkanaście tygodni 😉 ) miał przyjść na świat nasz syn, a my mieszkaliśmy na 28 m2, w wynajmowanym mieszkaniu, gdzie próżno było szukać wolnego miejsca, np. do postawienia łóżeczka dziecięcego i przewijaka.

Plusy posiadania własnego mieszkania

1. Nie musimy mieszkać z rodzicami, czyli no stress.

Jako że ładnych kilka lat temu wyfrunęliśmy z rodzinnych gniazdek, zarówno my, jak i nasi rodzice przyzwyczailiśmy się do mieszkania osobno. O tym, jak to by wyglądało, gdybyśmy ponownie razem zamieszkali, możemy się przekonać podczas przyjazdów do nich z wizytą. Nie ma co ukrywać, że czasami możemy wtedy odczuć zarówno różnicę pokoleń, jak i niezgodność charakterów. Po co więc fundować sobie kłótnie, umoralnianie i wysłuchiwanie kazań? Jeśli nie będziemy do tego zmuszeni to sami nie zgłosimy się na ochotnika 😉

2. Nie musimy wynajmować od kogoś, czyli nie nabijamy komuś portfela.

Przez całe studia i kilka lat po nich, wynajmowaliśmy pokoje lub mieszkania (mieliśmy też epizody mieszkania w akademikach). W ciągu tych lat, opłacaliśmy czynsze wraz z dodatkowymi opłatami, wynajmującym. Gdybyśmy mieli przeliczyć, ile pieniędzy wyrzuciliśmy w błoto i pozwoliliśmy właścicielom naszych mieszkań na nas zarabiać… Suma byłaby zawrotna i być może starczyła na zakup swojego mieszkania, a tymczasem zostaliśmy z niczym. No może wzbogaciliśmy się o kilkoro przyjaciół oraz wspomnienia życia studenckiego. To są bez wątpienia jedyne dobre strony tej sytuacji.

3. Lokata na przyszłość, czyli nie zostaniemy z niczym.

Mamy już swoje lata (zabrzmiało poważnie), posiadamy stałe zatrudnienie i mimo że nie posiadaliśmy odpowiednio dużego kapitału na zakup nieruchomości za gotówkę to według mnie lepszym dla nas rozwiązaniem jest spłacanie raty kredytu bankowi niż wpłacanie tych pieniędzy komuś w czynszu. Kredyt za kilkanaście lat spłacimy (mam przynajmniej taką nadzieję) i staniemy się właścicielami mieszkania, którym będziemy mogli pełnoprawnie dysponować.

Mamy również nadzieję, że zakupione mieszkanie za kilkadziesiąt lat będzie więcej warte. Zdajemy sobie jednak sprawę, że rynek nieruchomości, jak i gospodarka mają cykle i ceny nie zawsze rosną. Nasze mieszkanie traktujemy jako lokatę na przyszłość, a po cichu jako inwestycję.

4. Sami decydujemy, jak ma wyglądać, czyli róbta co chceta.

Nie ma się co oszukiwać, że wynajmując pokój lub mieszkanie, mamy mało do powiedzenia w temacie ich wyglądu lub umeblowania. Zadowalamy się tym, co właściciel nam zaoferuje lub aranżujemy na własną rękę, wplatając swoje pomysły w te zastane na miejscu. Nie zapominajmy, że zakupione rzeczy będą częścią naszego dobytku, który niekoniecznie wpasuje się w wystrój nowego lokum. Takich kwiatków u nas się też trochę nazbierało, straszą teraz w nowym mieszkaniu i czekają na decyzję, co dalej.

Inaczej sprawa wygląda, gdy posiadamy swoje mieszkanie. Ogromnym plusem jest możliwość dowolnej aranżacji przestrzeni. Ba, w wybranym momencie możemy przeprowadzić remont, zmienić układ pomieszczeń (pod warunkiem otrzymania odpowiednich zgód) czy odnowić łazienkę. Wtedy, tak naprawdę, ogranicza nas tylko wyobraźnia i budżet.

5. Komfort i stabilizacja, czyli wicie gniazda.

Nie da się ich policzyć ani zmierzyć. Tu chodzi o coś więcej. Posiadanie własnego mieszkania to koniec z problemami z właścicielem wynajmowanego mieszkania i poszukiwaniem kolejnego lokum po wygaśnięciu umowy.

I najważniejsze… to spełnienie marzeń z dzieciństwa o posiadaniu swojego kąta i mieszkania w nim z ukochaną rodziną. To bawiące się na dywanie dzieci, wspólne obiady, rodzinne święta i unoszący się aromat ciasta. Przynajmniej w teorii bo nie mam dywanu i nie wychodzi mi pieczenie ciast 😉

6. Poczucie przynależności, czyli jak dobrze mieć sąsiada.

Niewątpliwym plusem posiadania swojego mieszkania jest posiadanie „swoich” sąsiadów. To już nie są Iksińscy, których mijamy na korytarzu i nie mamy ochoty bliżej poznawać, gdyż i tak niedługo się przeprowadzimy i w ich miejsce pojawią się następni.

Tym razem jest inaczej… Z przyjemnością poznajemy naszych nowych sąsiadów, uśmiechamy się serdecznie i zagadujemy w windzie lub na parkingu, plotkujemy na pobliskim placu zabaw. Mamy kilkoro naprawdę fajnych sąsiadów. Choć nie znamy się długo, wiem, że moglibyśmy im zaufać i powierzyć przypilnowanie mieszkania pod naszą nieobecność, a w kryzysowej sytuacji pożyczyć szklankę cukru 😉

Refleksja na koniec

Zdaję sobie doskonale sprawę, że minusy posiadania mieszkania (szczególnie kupionego na kredyt) również się znajdą i wcale nie będzie ich mało.

Zaczynając od najważniejszego… Takie mieszkanie trzeba przez wiele lat spłacać. Oprócz comiesięcznych rat są przecież inne opłaty (czynsz, prąd, TV, Internet itd.). Rzeczywiście nie wychodzi to mało. Najlepszym rozwiązaniem jest zabezpieczenie finansowe. W przypadku utraty pracy lub z powodu innej nieprzewidzianej sytuacji, powinniśmy być w stanie przez kilka miesięcy spłacać kredyt w terminie.

Nie możemy też rzucić wszystkiego i wyjechać 🙂 Tak, jesteśmy teraz mniej mobilni niż jak wynajmowaliśmy. Może być nam trudniej, kiedy znajdziemy pracę w innym mieście lub nieoczekiwanie powiększy nam się rodzina i będziemy chcieli się przeprowadzić. Nie są to jednak sytuacje bez wyjścia, mieszkanie możemy komuś wynająć i kupić kolejne, sprzedać z kredytem lub znaleźć jeszcze inne rozwiązanie.

Mieszkanie w swoim własnym „M” to niesamowite uczucie. Cudowne jest to, że Aleksanderek może wychowywać się w przyjaznym otoczeniu. Nie żałujemy podjętej decyzji i miejmy nadzieję, że tak pozostanie.

14
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
WoytechMartaKarola - SFTAnnŻona Nieidealna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kuradomova
Gość
Kuradomova

Też podjęliśmy taką decyzję i wiem, że była najlepsza – z miliona powodów 🙂

Beata Herbata
Gość

No jasne, że u siebie najpepiej chociaż teraz jak mam dziecko wcale bym się ni pogniewała na mieszkanie z moją mamą 🙂

Jackie Dubb
Gość

Jedyna decyzja, ta słuszna w sensie, jaką można podjąć:)

Ann
Gość

bardzo fajny wpis, akurat rozważam zakup swojego mieszkania 🙂

Karola - SFT
Gość

Mam takie samo zdanie na ten temat 😉 <3
Pozdrawiam

Marta
Gość

Ojej, mnie nie musisz przekonywać! Zrobiłabym wiele żeby mieszkać na swoim. 🙂 Niestety bardzo żałuję, że o ile nie jest się na bardzo wysokim stanowisku to nie ma możliwości samodzielnego uzbierania kapitału na takie cudeńko… A bardzo bardzo bardzo nie lubię kredytów. Marzyłoby mi się własne M, ale niestety, na razie pieniędzy brak, a i na kredyt się nie załapię, bo doktoranci, nawet jak mają niezłe stypendium, to na kredyt mogą popatrzeć zza szyby.

Woytech
Gość

Zadania co do posiadania są różne z wielu powodów…
Kupno mieszkania czy domu na własność utrudnia mobilność, która w tych czasach zaczyna mocno wpływać na relokacje – coś co jest standardem w wielu krajach europu i Ameryce Północnej.
Dziś nie wiem czy zdecydowałbym się na zakup czy wynajem…