5 rzeczy, których nauczył mnie noworodek

Mówi się, że człowiek uczy się przez całe życie. I to się zgadza. Ale nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że tyle może mnie nauczyć mały człowieczek, który dopiero pojawił się na świecie.

Moje dziecię żyje z nami już ponad trzy tygodnie. Muszę przyznać, że jest to niezwykły czas, który dostarcza nam tylu emocji, wzruszeń, ale także trosk i stresu, że nie da się nawet tego opisać. Codziennie podejmujemy próby komunikacji z naszym Synkiem i staramy się odgadnąć, o co mu chodzi i co aktualnie oznacza jego płacz. Dla młodych rodziców jest to nie lada wyzwanie.

Każdego dnia uświadamiam sobie, jak bardzo moje życie się zmieniło i ile się już nauczyłam od tej małej istotki. Poniżej przedstawiam pięć punktów, a to dopiero początek. 

1. Brak planu dnia lub nagła jego zmiana.

Jestem osobą poukładaną, która żyje z kalendarzem w ręce, a zadania zapisuje na listach i po kolei odhacza te zrealizowane. Myślałam sobie… w przerwach, kiedy Groszek będzie spał, posprzątam, ugotuję obiad, wstawię i rozwieszę pranie, napiszę artykuł, pomaluję paznokcie, a w wolnej chwili poczytam książkę. A tu nagle, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody! Anno! Nie będzie tak jak sobie myślałaś. Będzie zupełnie inaczej i przyzwyczaj się do tego. Teraz już wiem, że moim całym planem dnia jest Groszek i dopiero jak zaspokoję jego potrzeby, będę mogła realizować te pozostałe z listy. A tak szczerze to list już nie ma. Żeby się nie denerwować postanowiłam zaprzestać ich robienia i żyje mi się z tym całkiem dobrze 🙂

2. Jedzenie w biegu.

Obiecałam sobie, że nie będę jak stereotypowa matka, pijąca codziennie zimną kawę i jedząca o godzinie 13.00 śniadanie. I wiesz co? Na razie mi się to nie udało. Przez pierwsze dni mieszkania z Groszkiem, wstawałam przed nim, robiłam ulubione musli, kawę, przygotowywałam gazetę, ale szybko z tego pomysłu zrezygnowałam. Kiedy brałam łyk kawy, Groszek się akurat budził, zanosząc się przeraźliwym płaczem, co oznaczało, że czeka mnie przewijanie, karmienie i lulanie mojego Syneczka. To samo jest z innymi posiłkami, więc przyzwyczajam się do jedzenia „na raty” i często w samotności bo Mąż zjadł wcześniej.

 3. Cierpliwość.

Do cierpliwych osób nigdy nie należałam. Męczy mnie robienie na drutach, układanie tysiąca puzzli i inne tego typu zajęcia. Teraz nie mam wyboru i każdego dnia uczę się cierpliwości. Podczas przewijania, karmienia, zmieniania po raz kolejny brudnego od mleka ubranka, dwugodzinnego usypiania, a także po raz dziesiąty śpiewania „Aaa, kotki dwa…”. Ale podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić 😉

 4. Bezinteresowna miłość.

Pojawienie się mojego Synka na świecie zmieniło moje życie o 180 stopni. Ta mała istotka jest teraz całym moim światem i wszystko kręci się wokół niej. Bez względu na to, czy się uśmiecha, czy płacze, czy jest grzeczny, czy nieznośny – kocham go nad życie. I nie oczekuję nic w zamian. No może kilku słodkich i rozbrajających uśmiechów 😉

 5. Autentyczność.

Groszek okazuje swoje emocje naturalnie, niczego nie udaje. Gdy jest szczęśliwy szczerze się uśmiecha, kiedy jest mu źle, krzywi się lub płacze. My – dorośli mamy z tym problem. Często udajemy i robimy dobrą minę do złej gry. A ja postanowiłam uczyć się autentyczności od mojego brzdąca i w każdej sytuacji być sobą.

Bycie mamą to najpiękniejszy dar, jaki mogłam otrzymać od losu. Z pokorą witam każdy dzień i jestem wdzięczna za każdą chwilę, którą spędzam z moim Synkiem. Macierzyństwo to bez wątpienia prawdziwa szkoła życia. Wiem, że czasem będzie ciężko, ale postaram się wynieść z lekcji w tej szkole jak najwięcej.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o