Hurra! Jestem mamą!

Po wielomiesięcznym oczekiwaniu, 10 dni temu zostałam mamą. Jest to bez wątpienia najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu i czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Chciałam podzielić się z Tobą swoimi refleksjami z pierwszych dni bycia mamą. Nie będzie moralizatorstwa, raczej wyrzucenie z siebie nadmiaru emocji, jakie mną targają przez ostatnie dni.

Cud narodzin

Jechaliśmy do szpitala wczesnym rankiem, prawie w milczeniu. Nie było takich słów, które sprawiłyby, że poczujemy się mniej zestresowani. „Będzie dobrze” czy „Już niedługo przytulicie swoje dziecko” w tej sytuacji nie działały. Poród odbył się planowo, następnego dnia. Z powodów medycznych przez cesarskie cięcie. Uczucia, jakie w tamtej chwili mną targały to zarówno przerażenie, jak i ogromna ekscytacja. Oto za kilkanaście minut zmieni się wszystko w moim życiu. Już nigdy nie będę sama. Zawsze będzie ktoś jeszcze – mój Syn – myślałam.

Operacja trwała dosłownie kilkanaście minut i już po chwili zobaczyłam ten mały cud. Nie mogłam powstrzymać łez. Łez szczęścia. Pojawił się na świecie mój Synek, moje szczęście i moje wszystko. Mały szkrab, który przewróci moje życie do góry nogami i za którego będę w stanie skoczyć w ogień.

Pierwsze dwa dni w szpitalu nie należały do najłatwiejszych. Oczywiście byłam w teorii do tego przygotowana. W ciągu dnia mogłam liczyć na pomoc Męża, cały czas w pobliżu byli pomocni lekarze i położne. Jednak opieka nad maluchem oraz doskwierający ból rany sprawiały momentami, że odechciewało mi się wszystkiego. Tylko ten brzdąc, leżący koło mnie, taki bezradny i mogący liczyć tylko na mnie sprawiał, że byłam silna i wiedziałam, że dla niego przetrwam wszystko.

Kolejne dni były już łatwiejsze, pojawiła się moja kochana Mama, która opiekowała się mną i towarzyszyła nam w szpitalu przez całe dnie. Zawsze Jej będę za to wdzięczna. Gdyby nie Ona, poradziłabym sobie z tą nową sytuacją o wiele gorzej.

Przez te kilka dni dzieliłam radości i smutki z towarzyszkami z sal szpitalnych, na których pomoc i rady mogłam liczyć w dzień i w nocy. Mam ogromną nadzieję, że uda nam się utrzymać te znajomości i już niedługo będziemy umawiać się z naszymi pociechami na wspólne spacery.

Szczęśliwy powrót do domu

Mogę napisać, że sprawdziło się powiedzenie „Nie ma jak w domu”. Nie mogłam doczekać się powrotu do naszego nowego mieszkania, ubrania Groszka w przygotowane dla niego ciuszki i położenia w jego łóżeczku. Odliczałam dni, a później godziny do wypisu. W myślach modliłam się, aby opinia lekarzy o moim i malucha stanie zdrowia była pozytywna. I tak się stało. Tak oto, jesteśmy już kilka dni w domu. Spędzamy nasze pierwsze wspólne Święta Wielkanocne z nowym członkiem rodziny i w nowym mieszkaniu.

Ten rok, mimo iż dopiero się zaczął, przyniósł nam już tyle radości i szczęścia… Modlę się o to, by w dalszym ciągu Bóg czuwał nad moją Rodziną i nie spotkało nas nic złego. Groszek ma już 10 dni 🙂 Kocham go nad życie i nadal, gdy zerkam na niego, nie mogę uwierzyć w ten cud!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o